W krainie nigdzie – nigdzie zaplątany sam w sobie, Trochę egoistycznie siedzę i nic nie robię…

Tu i tam

Druty na granicy, dzielą nacje dwie.

Myślałem, że czasy bazarów umiejscowionych gdzieś na zachlapanych błotem placykach, straganów w brudnych i rozlatujących się poprodukcyjnych halach czy magazynach pamiętających minioną epokę to już przeszłość. Myliłem się, jak bardzo się myliłem… Dwudniowy pobyt w Przemyślu uświadomił mi, że pomimo naszego członkostwa w europejskim dobrobycie tak naprawdę niewiele się zmieniło. Skrawek placu pomiędzy zdewastowanymi budynkami, potocznie zwany „ukraińskim targiem” otworzył mi oczy… Prowizoryczne stragany, zadaszone kawałkami plandek, ludzie sprzedający wszystko, co tylko można sprzedać. Od markowych rzeczy po tanie chińskie badziewia. Największym wzięciem cieszą się jednak przemycane papierosy i alkohol sprzedawane spod lady. Przy zarobkach sięgających kilkanaście dolarów przemyt stał się dla wielu Ukraińców jedynym źródłem dochodu.


Rzeczywistość dzisiejszych czasów daje dużo do myślenia… stając na granicy w Medyce zmienia się całkowicie spojrzenie na to, co powinno łączyć a nie dzielić. Betonowe słupki z drutem kolczastym oddzielającym ludzi jak zwierzęta w zoo, pas ziemi niczyjej oraz górująca nad wszystkim wieża wartownicza. Nie sądziłem, że tak może wyglądać granica unii europejskiej. A jednak…


Marburg

Czasem zdarza się okazja by wyrwać się z tej zasranej wyspy i pojechać gdzieś do normalnej części Europy. Takiego też właśnie fuksa miałem i po wielu latach mogłem odwiedzić mojego starego kumpla w Marburgu. Miasteczko posiada swój niepowtarzalny klimat, szczególnie stare miasto, na które można wjechać jedną z dwóch panoramicznych wind. Ponadto Marburg an der Lahn jest również siedzibą powiatu Marburg-Biedenkopf. Prawa miejskie posiada od XIII wieku a więc jest, co zwiedzać. Do najciekawszych zapewne miejsc należą kościół św. Elżbiety, górujący nad całą okolica średniowieczny zamek, wytwórnia surowic i szczepionek Behring-Werke. Jako ciekawostka… w 1967 roku w laboratorium Behringa wykryto i udokumentowano groźnego wirusa, podobnego do Eboli, któremu później nadano nazwę miasta.

Mam nadzieję, że w tym roku będę miał jeszcze okazję odwiedzić te rejony, no i nieco więcej czasu na spokojne fotografowanie. Serdeczne pozdrowienia dla Artura z rodziną, Jacka… no i Ogona, ale jemu to trzeba będzie przetłumaczyć.





Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 170 other followers