Judas Priest…
Zespołu tego zacząłem słuchać dużo wcześniej zanim w moim życiu pojawił się Dżem i muzyka Punk Rockowa. Koniec lat osiemdziesiątych, chyba pierwszy sklep muzyczny w okolicy, ulica Frysztacka w Cieszynie. Myślę, iż niektórym ludziom po dzień dzisiejszy pozostał on w pamięci. To właśnie tam w moje ręce wpadła pierwsza kaseta zespołu Judas Priest zatytułowana „Hero” . Dokładnie nie pamiętam ile razy została przesłuchana, myślę iż można to liczyć w tysiącach. Przy tej muzyce poskładałem kilka motorów, jak na prawdziwego Rockersa przystało i zapewne jeszcze kilka poskładam, bynajmniej takie mam plany. Wracając do muzyki… w czwartkowy wieczór słuchając wieczornej audycji radiowej nawiązującej do właśnie zakończonego koncertu Judas Priest w Polsce, przez przypadek zostałem uświadomiony, iż jeden z ładniejszych kawałków wykonywanych przez zespół to cover. Jakoś z nie dowierzaniem dotarłem do oryginału. Faktycznie… oryginał równie świetny jak cover. Co prawda miałem zamieścić właśnie oryginalne wykonanie utworu „Diamonds and Rust” znanej amerykańskiej piosenkarki i kompozytorki Joan Baez pochodzący z roku 1975, jednak niesamowite wykonanie zespołu Judas Priest, uznawanego w kręgu muzyki metalowej jako “Metal Gods” przekonało mnie do tego by zaprezentować jednak wersję zespołu, nie mogłem się powstrzymać… Tak więc jeden z najlepszych metalowych vocali, niejaki Rob Halford i Diamonds and Rust…
Sen o Viktorii – a jednak…
Niespodziewanie dzisiaj dowiedziałem się o… i tak sobie myśląc… tylko kawałek Dżemu był odpowiedni, aby wyrazić to coś. Czekałem na to dość długo, a nawet za długo. Być może od tego dnia zaczną się dla mnie lepsze czasy, powolutku zaczynają spełniać się marzenia, marzenia o tym by naprawdę wolnym być. Dla wszystkich odwiedzających mój blog i dla przyjaciół moich, choć niewielu ich jest… Sen o Viktorii.
P.S. Tak na marginesie, ten kawałek nie należy do moich ulubionych, aczkolwiek lubię go czasami posłuchać. Co prawda wiąże się z nim kilka historii z życia wziętych, z resztą nie może być inaczej, w końcu kapela ta jest moim numerem jeden od lat i tak już pozostanie.
Wehikuł czasu
Moje muzyczne fascynacje, ot tak sobie nazwałem ten dział. Miejsce gdzie, co jakiś czas będą się pojawiać kawałki, które w jakiś sposób wplątane są w moje życie. Być może wielu moich znajomych skojarzy właśnie „ten” kawałek ze mną. Generalnie muzyka będzie z wykopalisk… niestety nie będzie topowych nagrań, nie nawiedzę komercji.
Wątek ten powinien zacząć się od kapeli, która wywarła na mnie wielkie wrażenie, w jakiś sposób zmieniła moje życie, ba nadal zmienia… stałem się „jednym z nich”. Człowiekiem jeszcze bardziej niezależnym i wolnym niż byłem w czasach zanim Dżem do mnie przemówił. Prezentowany poniżej kawałek jest, jak by to ująć… drogowskazem życiowym…
40:1
Dzisiaj zdjęć nie będzie, będzie nieco wojenno – muzycznie. Wchodząc dzisiaj na największego internetowego szmatławca (czytaj Nasza Klasa) coś mnie naszło, aby kliknąć na link zamieszczony przez moją serdeczną koleżankę z lat dawnych. Zwykle ludzie zamieszczają w swoich opisach, nie wspominając śledzia… badziewia i dziadostwo. Jednak coś mnie tknęło, aby zobaczyć, co kryje się pod tajemniczym linkiem do YouTube… zdziwiłem się. Moje wielkie pozytywne zdziwienie było wielkie, obejrzałem ten klip kilka razy. Jestem pod wrażeniem, chylę czoła…
Dzięki Alina, że coś takiego wygrzebałaś z tego wielkiego globalnego śmietnika…


