London…
Już prawie marzec na topie a ja dopiero zdjęcia ze styczniowego wypadu do Londynu przeglądam. Cóż, w końcu robię to, co zawsze chciałem robić zawodowo… fotografuję. Co prawda jest jeszcze jedna rzecz, która mi w tym przeszkadza, jednak patrząc w przyszłość to kwestia czasu. Skoro już się tak rozpisałem, to oczywiście wielkie dzięki dla Alexandry za gościnne przyjęcie, za odstąpienie nam swojego big łóżka, smaczną ofertę, tradycyjne English breakfast… które oczywiście sam robiłem, no i za szlajanie się po londyńskich ulicach. Wielkie dzięki należą się również szoferowi linii National Express, który to ładnie mnie prosząc o zapięcie pasów w autobusie uczynił to, czego nigdy nie robiłem… zapiąłem pasy, pierwszy raz w życiu jadąc autobusem.
P.S. Tradycyjnie zamieszczam muzyczny bonus… tym razem The Clash – Guns Of Brixton



