Może nieco autystyczne…
Nie jesteśmy źli, nie przeskrobaliśmy niczego, co by nas w dzisiejszym świecie dyskryminowało, ot tak się nam życie potoczyło… Czasu mamy wiele a jedyną naszą rozrywką jest patrzenie na świat, może nieco autystyczne…
Judas Priest…
Zespołu tego zacząłem słuchać dużo wcześniej zanim w moim życiu pojawił się Dżem i muzyka Punk Rockowa. Koniec lat osiemdziesiątych, chyba pierwszy sklep muzyczny w okolicy, ulica Frysztacka w Cieszynie. Myślę, iż niektórym ludziom po dzień dzisiejszy pozostał on w pamięci. To właśnie tam w moje ręce wpadła pierwsza kaseta zespołu Judas Priest zatytułowana „Hero” . Dokładnie nie pamiętam ile razy została przesłuchana, myślę iż można to liczyć w tysiącach. Przy tej muzyce poskładałem kilka motorów, jak na prawdziwego Rockersa przystało i zapewne jeszcze kilka poskładam, bynajmniej takie mam plany. Wracając do muzyki… w czwartkowy wieczór słuchając wieczornej audycji radiowej nawiązującej do właśnie zakończonego koncertu Judas Priest w Polsce, przez przypadek zostałem uświadomiony, iż jeden z ładniejszych kawałków wykonywanych przez zespół to cover. Jakoś z nie dowierzaniem dotarłem do oryginału. Faktycznie… oryginał równie świetny jak cover. Co prawda miałem zamieścić właśnie oryginalne wykonanie utworu „Diamonds and Rust” znanej amerykańskiej piosenkarki i kompozytorki Joan Baez pochodzący z roku 1975, jednak niesamowite wykonanie zespołu Judas Priest, uznawanego w kręgu muzyki metalowej jako “Metal Gods” przekonało mnie do tego by zaprezentować jednak wersję zespołu, nie mogłem się powstrzymać… Tak więc jeden z najlepszych metalowych vocali, niejaki Rob Halford i Diamonds and Rust…
Wakacyjne “nic nie robienie”
Już myślałem, że w tym roku nici z wakacji… a jednak, niespodziewanie z dnia na dzień zrodził się pomysł by walnąć robotą i pojechać… do Chorwacji. Krótka rodzinna narada, w jaki rejon się wybrać, kilka zamienionych słów z Sową, który właśnie wrócił z bałkańskich wojaży. Decyzja podjęta, jedziemy do Dalmacji, miasteczko Primošten zostało obrane, jako cel tegorocznego „nic nie robienia”. Nic nie robić miałem z założenia, jednak jak nic nie robić mając sprzęt w plecaku, no tak się nie da… więc tak na szybko, jeszcze gorące od chorwackiego słoneczka dwa miłe dla oka widoczki.
P.S. Od kilku lat systematycznie staram się zamieszczać jedno zdjęcie z moich wakacyjnych wojaży specjalnie dla mojego starego kumpla BeE, tak będzie również w tym roku. Raf… będzie fotka, oczywiście z żeglarskim tematem w tle.





